Ja tylko sprzątam w energetyce – Agnieszka Bruzgo

Agnieszkę Bru­zgo trudno jest zasze­re­go­wać do okre­ślo­nej kate­go­rii tera­peu­tów. Pra­cuje z ener­gią, ale nie sto­suje typo­wego dla bio­te­ra­pii prze­kazu ener­ge­tycz­nego, nie sta­wia dia­gnoz, nie wnika w kura­cje medyczne, nie inte­re­suję się tym, jakie leki bie­rze pacjent. Jej dzia­ła­nie polega na zlo­ka­li­zo­wa­niu, a następ­nie usu­nię­ciu nega­tyw­nego pola z ciała ener­ge­tycz­nego czło­wieka. Efek­tem takiej tera­pii jest cof­nię­cie przy­czyn cho­roby i szybki powrót do zdro­wia.

Zobaczyć i poznać przyczynę

Każdy uzdro­wi­ciel ma swoje spe­cy­ficzne spo­soby walki z cho­ro­bami i każdy ina­czej pod­cho­dzi do pacjenta. Bia­ło­stocka tera­peutka Agnieszka Bru­zgo zaczy­nała od reiki. Z cza­sem wypra­co­wała wła­sną filo­zo­fię zdro­wia i cho­roby, a także wła­sne spo­soby uzdra­wia­nia. To, co robi okre­śla mia­nem medy­cyny ener­ge­tycz­nej. Opiera się głów­nie na swoim doświad­cze­niu i intu­icji.
Tera­peutka dostrzega wiele płasz­czyzn ener­ge­tycz­nych w ciele czło­wieka i blo­ku­jące je nega­tywne ener­gie, które są odpo­wie­dzialne za powsta­wa­nie cho­rób. Blo­kady ener­ge­tyczne niosą w sobie infor­ma­cję skąd się wzięły i kiedy powstały. Pani Agnieszka widzi je w postaci ciem­nych plam w polu ener­ge­tycz­nym.
– Kiedy spoj­rzy się na czło­wieka z innej płasz­czy­zny wtedy nie jest on już cia­łem – mówi Agnieszka Bru­zgo. – Rodzimy się z okre­ślo­nym ban­kiem infor­ma­cyj­nym. Mamy w sobie zasób reak­cji emo­cjo­nal­nych i psy­cho­fi­zycz­nych na różne doświad­cze­nia. To powo­duje, że w pewien spo­sób reagu­jemy na świat zewnętrzny. Reak­cje te two­rzą w naszym orga­ni­zmie związki psy­cho­fi­zyczne, które odkła­dają się w naj­słab­szych miej­scach ciała. U każ­dego jest to inne miej­sce i zależy od gene­tyki, uwa­run­ko­wań rodzin­nych, rodo­wych, myśli i prze­ko­nań. Jeśli sys­tem odpor­no­ściowy z jakie­goś powodu spada to w tych naj­słab­szych miej­scach zaczyna się pro­ces cho­ro­bowy.
Jeśli ma się dar widze­nia sub­tel­nych ener­gii łatwo jest zoba­czyć nie tylko zabu­rze­nia, ale i przy­czynę ich powsta­nia. Naj­czę­ściej są to uczu­cia i emo­cje zwią­zane z jakąś nega­tywną sytu­acją w życiu. Nie­kiedy pro­blemy zdro­wotne mają swoją przy­czynę w dzie­ciń­stwie, mogą być też dzie­dzi­czone.

Ludzie są jak melodie

– W kolory aury czło­wieka można wsłu­chać się jak w głosy. Te barwy zacho­dzą na sie­bie, nakła­dają się two­rząc ener­ge­tyczny obraz. To jest jak muzyka, która drga na róż­nych płasz­czy­znach i tona­cjach. Sły­szę dźwięki tych barw. Każdy czło­wiek gra inną melo­dię. Zależy to od cech oso­bo­wo­ścio­wych, stanu zdro­wia, samo­po­czu­cia, nastroju, myśli. Cho­roba to nie­przy­jemny zgrzyt w tej muzyce. Nie tylko widać, ale i sły­chać te nie­pra­wi­dłowe drga­nia. Potra­fię się do tego dostroić. Jeśli tą ener­gię, to zakłó­ce­nie dotknę ręką czuję, że ma ono swoją jakość. Jest to coś zagęsz­czo­nego, rodzaj mazi. Nie­które ener­gie mają nawet swój zapach.

Nie obchodzi mnie co to jest, ja mam to sprzątnąć

Agnieszka Bru­zgo usuwa zabu­rze­nia na różne spo­soby, w zależ­no­ści od tego jak one wyglą­dają. Nazywa to porząd­ko­wa­niem. Pod­nosi ogólną wibra­cję ciała, pod­wyż­sza czę­sto­tli­wość drgań poszcze­gól­nych narzą­dów, oczysz­cza cza­kry.
– Nie wcho­dzę w medyczną stronę tera­pii. Każda cho­roba to dla mnie zakłó­ce­nie i ja mam to zakłó­ce­nie zdjąć. Efek­tem tego ma być poprawa zdro­wia. Im dole­gli­wo­ści trwają dłu­żej tym potrzeba wię­cej zabie­gów. Z doświad­cze­nia wiem, że takie posprzą­ta­nie w ener­ge­tyce nie powo­duje natych­mia­sto­wego uzdro­wie­nia. Jest to pro­ces powolny. Jeśli doświad­czamy jakichś dys­har­mo­nii to zapy­chamy się jak komi­nek. Udroż­nie­nie takiego kominka, czę­sto zaty­ka­nego latami, może trwać długo.
Agnieszka Bru­zgo radzi sobie ze wszyst­kimi scho­rze­niami. Naj­lep­sze rezul­taty osiąga w cho­ro­bach kobie­cych, ner­wi­cach, depre­sji i cho­ro­bach o pod­łożu psy­cho­so­ma­tycz­nym.
Marek P., młody spor­to­wiec, kul­tu­ry­sta narze­kał na czę­ste bóle mię­śni i kło­poty żołąd­kowe. Wstępna dia­gnoza wyka­zała, że jego dole­gli­wo­ści wyni­kają z bar­dzo spe­cy­ficz­nego uczu­le­nia – na owoce morza. Po zasta­no­wie­niu i prze­ana­li­zo­wa­niu swo­jej diety pacjent ze zdzi­wie­niem potwier­dził słowa tera­peutki. Jego dole­gli­wo­ści nasi­lały się po spo­ży­ciu pro­duk­tów i prze­two­rów ze zwie­rząt mor­skich. Roz­po­zna­nie ener­ge­tyczne wyka­zało słaba serce i „zaśmie­cone” ener­ge­tycz­nie inne narządy. Po kilku zabie­gach pole­ga­ją­cych na oczysz­cze­niu aury i zmia­nie diety pacjent zaczął odczu­wać nie­przy­jemny zapach z ust.
– Był to rezul­tat oczysz­cza­nia się orga­ni­zmu – wyja­śnia Agnieszka Bru­zgo. – Marek P. miał wła­sny poten­cjał ener­ge­tyczny bar­dzo wysoki. Jego orga­nizm tak wła­śnie reago­wał na uwal­nia­nie z ciała tok­syn.
W przy­padku Marka P. efekt tera­peu­tyczny był bar­dzo szybki. Po kilku zabie­gach ener­ge­tycz­nych i wyeli­mi­no­wa­niu z diety owo­ców morza wszyst­kie jego dole­gli­wo­ści cał­ko­wi­cie ustą­piły.
Inna była przy­czyna cho­roby 35-letniego archi­tekta Rafała Z., który cier­piał na krwa­wie­nie jelit. Dia­gnoza wyka­zała zabu­rze­nia ener­ge­tyczne na pozio­mie przy­czy­no­wym. Ozna­cza to, że jego pro­blem leżał w dale­kiej prze­szło­ści lub został odzie­dzi­czony po przod­kach. Dodat­kowo jego pole ener­ge­tyczne osła­biał cha­rak­ter męż­czy­zny. Rafał Z. był osobą obo­wiąz­kową i odpo­wie­dzialną, ale lękliwą. Bar­dzo przej­mo­wał się wszyst­kim tym, co się wokół niego działo – swoją cho­robą, sytu­acją w pracy, domu, rodzi­nie.
W tym przy­padku Pani Agnieszka zasto­so­wała tera­pie oczysz­cza­jącą cza­kry, uzu­peł­nie­nie aury i war­stwy ete­rycz­nej wokół miej­sca dole­gli­wo­ści. Po kil­ku­na­stu zabie­gach cho­roba cof­nęła się.

Choroba to nie majątek, żeby się nią chwalić

Tera­peutka uważa, że ludzie cza­sami lubią sobie pocho­ro­wać – kochają swoje cho­roby i nie mogą bez nich żyć. Opo­wia­dają z satys­fak­cją o swo­ich dole­gli­wo­ściach i odnosi się wra­że­nie, że są z nich dumni. Lecze­nie takich osób jest bar­dzo trudne, a czę­sto nawet nie­moż­liwe.
Inny rodzaj pacjen­tów to tacy, któ­rzy ucie­kają w cho­robę przed pro­ble­mami w domu, pracy. Lęk przed tym może być tak silny, że potrafi zaha­mo­wać zdrowy roz­są­dek. Znany jest przy­pa­dek kobiety, która pod­da­wała się kilku róż­nym ope­ra­cjom byle tylko nie iść do pracy.
– Zda­rza się, że mam do czy­nie­nia z paniami, któ­rych pro­blemy wyni­kają z tęsk­noty za kimś z prze­szło­ści. Nie mogą zapo­mnieć swo­jej daw­nej miło­ści. Powstają wtedy blo­kady ener­ge­tyczne i pro­blemy zdro­wotne. Naj­lep­sze lekar­stwo – idź odszu­kaj go, zobacz jak teraz wygląda i co robi! Na pewno prze­sta­niesz za nim tęsk­nić!
Czę­sto żyjemy cudzymi pro­ble­mami, które zupeł­nie nie powinny nas doty­czyć.
– Przy­cho­dzi pacjentka i widzę w niej jakiś kon­flikt, a ona mi mówi, że w tele­wi­zji Klan oglą­dała. Można oglą­dać tele­wi­zję, ale nie żyć tele­wi­zją. Cią­głe sie­dze­nie przed tele­wi­zo­rem może two­rzyć stan wewnętrz­nego roz­pro­sze­nia. Zmu­sza do wydat­ko­wa­nia ener­gii, która mogłaby zostać prze­zna­czona na inne, poważ­niej­sze sprawy.
Agnieszka Bru­zgo odcina się od tego wszyst­kiego, co ludzie nazy­wają klą­twami i uro­kami. Nazywa to obcymi wpły­wami z zewnątrz.
– Nie­któ­rzy ludzie mają na sobie kon­struk­cje ener­ge­tyczne two­rzone myślami lub inten­cją innych ludzi. Przy­po­mina to kla­syczne rzu­ca­nie klątw i uro­ków. Neu­tra­li­zuję je i usu­wam z ciała ener­ge­tycz­nego.

Podnieś swój poziom radości przez cokolwiek

Bia­ło­stocka tera­peutka uważa, że dla więk­szo­ści ludzi nie potrzebny jest uzdro­wi­ciel w eli­mi­no­wa­niu pod­sta­wo­wych dole­gli­wo­ściach. Należy tylko pod­nieś swoją wibra­cję, swój poziom szczę­ścia, zro­bić dla sie­bie coś, co pozwoli nam poczuć się dobrze. Wtedy w natu­ralny spo­sób się oczysz­czamy – złe ener­gie z nas odpa­ro­wują. U każ­dego czło­wieka prze­biega to indy­wi­du­al­nie, bo każdy ma odmienną oso­bo­wość i ina­czej reaguje emo­cjo­nal­nie. Jeden potrze­buje roz­mowy ze sobą, inny modli­twy. Kobieta może pójść na zakupy, męż­czy­zna obej­rzeć mecz, albo wypić piwo z kole­gami. Wtedy włą­cza się poziom inten­cji. Sty­mu­lo­wana w ten spo­sób psy­chika pacjenta wpływa na funk­cje i stan ciała.
Agnieszka Bru­zgo uzdra­wia, służy radą, uczy sztuki samo­le­cze­nia, miłość do świata i ludzi. To jest jej recepta na zdro­wie. Stale wzbo­gaca swój warsz­tat o nową wie­dzę. Włą­cza do uzdra­wia­nia nowe metody, eks­pe­ry­men­tuje i spraw­dza różne tera­pie. Mówi, że dostała dar i musi go roz­wi­jać.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *