Lekarz bez granic

Dr Mar­cin Bierć chi­rurg twarzowo-szczękowy z Bia­łe­go­stoku jest jedy­nym pol­skim leka­rzem ochot­ni­kiem, który pra­co­wał na pły­wa­ją­cym od ponad 20 lat statku-szpitalu Africa Mercy. Dr Bierć nie­sie bez­in­te­re­sowną pomoc także na lądzie. Leczył jako wolon­ta­riusz w szpi­talu w Kame­ru­nie. Pla­nuje kolejne wyjazdy.

Potrzeba niesienia pomocy

Mar­cin Bierć ukoń­czył Aka­de­mię Medyczną w Bia­łym­stoku na dwóch wydzia­łach sto­ma­to­lo­gicz­nym i ogól­no­le­kar­skim. Na sty­pen­dium wyje­chał do Nie­miec. Jego umie­jęt­no­ści i fachowa wie­dza spo­wo­do­wały, że zapro­po­no­wano mu stały etat w szpi­talu w Stut­t­gar­cie. Zgo­dził się. Pra­cuje w Kli­nice Chi­rur­gii Szczękowo-Twarzowej, Chi­rur­gii Pla­stycz­nej i Cen­trum Implan­tów.
O pły­wa­ją­cym szpi­talu Africa Mercy nale­żą­cym do ame­ry­kań­skiej chrze­ści­jań­skiej orga­ni­za­cji cha­ry­ta­tyw­nej dowie­dział się przy­pad­kowo od nie­miec­kich kole­gów. Dzia­łal­ność w ramach wolon­ta­riatu jest bar­dzo popu­larna wśród nie­miec­kich leka­rzy. Decy­zję o wyjeź­dzie pod­jął natych­miast. Zgło­sił się, wypeł­nił odpo­wied­nie druki, prze­szedł serię 15 szcze­pień, wziął urlop na trzy tygo­dnie i poje­chał.
– Na Africa Mercy pra­cują ochot­nicy z całego świata – mówi dr Bierć. Na stałe jest ich około 600. Nie tylko nie pobie­rają za pracę żad­nego wyna­gro­dze­nia, ale jesz­cze sami muszą opła­cić swój pobyt na statku i kupić bilet na dojazd. Sta­tek pływa wokół Afryki zawi­ja­jąc do por­tów w róż­nych pań­stwach, gdzie przez kilka mie­sięcy cumuje nio­sąc bez­in­te­re­sow­nie pomoc medyczną. Orga­ni­za­cja działa na zasa­dzie wolon­ta­riatu, jest finan­so­wana głów­nie z daro­wizn.

Szpital na wodzie

Africa Mercy to naj­no­wo­cze­śniej­szy i naj­więk­szy cywilny sta­tek szpi­tal. Mie­rzy 152 metry dłu­go­ści i 23,7 metrów sze­ro­ko­ści. Na pokła­dzie jed­nostki jest 6 sal ope­ra­cyj­nych, sale inten­syw­nej tera­pii, nowo­cze­sny sprzęt dia­gno­styczny z tomo­gra­fem kom­pu­te­ro­wym i apa­ra­tem rent­ge­now­skim, labo­ra­to­rium oraz 72 łóżka dla pacjen­tów. Per­so­nel rekru­tuje się z ponad 30 państw. Pra­cują tu poje­dyn­cze osoby, mał­żeń­stwa i całe rodziny. Jest szkoła dla dzieci, biblio­teka, kawiar­nia, sklep. Kiedy sta­tek cumuje w por­cie wokół budo­wana jest cała infra­struk­tura. Obok usta­wiane są namioty, działa tam izba przy­jęć, reha­bi­li­ta­cja, porad­nia, Detal Cli­nic, w któ­rej przyj­mują sto­ma­to­lo­dzy i tzw. Hope Cen­ter, miej­sce gdzie prze­by­wają pacjenci po zabie­gach lub ope­ra­cjach, któ­rzy powinni przy­cho­dzić na wizyty kon­tro­lne. W kolejce po pomoc usta­wiają się tysiące cho­rych. Ludzie ścią­gają z naj­dal­szych zakąt­ków kraju, a czę­sto także z kra­jów ościen­nych.
– Na statku wyko­nuje się przede wszyst­kim zabiegi z zakresu chi­rur­gii twarzowo-szczękowe, oku­li­styczne i chi­rur­gii pla­stycz­nej – wyja­śnia dr Bierć. Ope­ru­jemy roz­sz­czepy pod­nie­bie­nia, defor­ma­cje twa­rzy, olbrzy­mie nowo­twory, które nie­le­czone rosną do ogrom­nych roz­mia­rów i czę­sto zagra­żają życiu. Takich przy­pad­ków u nas nie ma. Wynika to przede wszyst­kim ze stanu tutej­szej medy­cyny i braku dostępu do spe­cja­li­stycz­nej opieki medycz­nej. W opła­ka­nym sta­nie jest oku­li­styka i sto­ma­to­lo­gia. Zda­rza się, że pacjent nie widzi kilka lub kil­ka­dzie­siąt lat, a wystar­czy pro­sty, kil­ku­mi­nu­towy lase­rowy zabieg i czło­wiek w pełni odzy­skuje wzrok.
Mar­cin Bierć pra­co­wał na Africa Mercy, trzy razy. Pierw­szy w 2014 roku, kiedy sta­tek cumo­wał w Kongo i drugi raz w 2015 u wybrzeży Mada­ga­skaru i trzeci w maju 2016. Pod­czas pierw­szych kilku dni postoju leka­rze badają kil­ka­na­ście tys. pacjen­tów. Część zakwa­li­fi­ko­wana do zabie­gów jest hospi­ta­li­zo­wana na statku. Zabiegi wyko­ny­wane są codzien­nie.
Bia­ło­stocki chi­rurg pod­kre­śla ogromne zaan­ga­żo­wa­nie i odda­nie pacjen­tom per­so­nelu szpi­tala.
– Nie zda­rzyło się, żeby ktoś odmó­wił wyko­na­nia cze­goś. Pie­lę­gniarki z ogromną cier­pli­wo­ścią i tro­ską opie­kują się cho­rymi, zwłasz­cza dziećmi – noszą je na rękach, przy­tu­lają. Załoga statku czę­sto hono­rowo oddaje krew.
Dr Bierć pod­kre­śla, że pomoc, jakiej udzie­lają jest w Afryce doce­niana, a wdzięcz­ność i ser­decz­ność można odczuć na każ­dym kroku.
– Kiedy przy­le­cie­li­śmy na lot­ni­sku nie było żad­nej odprawy. Usły­sze­li­śmy tylko: dzię­ku­jemy, że jeste­ście.

W szpitali w Kamerunie

W Kame­ru­nie był już trzy razy. Ostatni raz w paź­dzier­niku 2015 roku w ramach orga­ni­za­cji Afry­kań­skie Sto­wa­rzy­sze­nie Chi­rur­gów Chrze­ści­jań­skich.
W Afryce pora­ził go ogrom biedy i nie­szczę­ścia.
– Afry­kań­skie szpi­tale są bar­dzo spe­cy­ficzne. Cho­rymi opie­kują się leka­rze i pie­lę­gniarki, ale wyży­wie­nie i higiena pacjen­tów należy już do ich rodzin i bli­skich. Nie ma dla nich spe­cjal­nych pomiesz­czeń. Koczują więc przed budyn­kiem, cza­sem śpią pod łóż­kami pacjen­tów. Czę­sto i sami pacjenci cze­kają kilka dni pod szpi­ta­lem. W Afryce poję­cie czasu wyzna­cza moż­li­wość trans­portu. Podró­żują się wtedy, gdy ma się taką moż­li­wość – mówi dr Bierć.
Pierw­szy raz do Kame­runu pole­ciał w poło­wie 2014 roku. Jego umie­jęt­no­ści chi­rurga twarzowo-szczękowego bar­dzo się tam przy­dały. Prze­pro­wa­dził wiele ope­ra­cji. Od razu po powro­cie zaczął pla­no­wać kolejny wyjazd.
Drugi raz pole­ciał do Kame­runu razem z kole­żanką Anną Zycho­wicz, lekarką, także z pocho­dze­nia bia­ło­sto­czanką, Ogrom­nie prze­żył tam przy­pa­dek popa­rzo­nej gorącą wodą dziew­czyny. Tra­fiła do szpi­tala w cięż­kim sta­nie, powinna umrzeć, ale prze­trwała wie­lo­mie­sięczne lecze­nie.
– Poro­bi­li­śmy jej z Anią tro­chę prze­szcze­pów skóry, pokry­li­śmy wszyst­kie defekty na twa­rzy i na klatce pier­sio­wej. To się wygo­iło. Ale nie­stety, jak prze­szczepy się goją to docho­dzi do bar­dzo moc­nych przy­kur­czów. Dłoń była w takim przy­kur­czu, że dziew­czyna nie mogła jej w ogóle uży­wać. Twarz też zmal­tre­to­wana, bo i powieki i wargi. Sta­ra­łem się ten przy­pa­dek jakoś pilo­to­wać. Spo­tka­łem teraz na Africa Mercy chi­rurga, który wcze­śniej też był w Kame­ru­nie. To lekarz, który zosta­wił wszystko, bo usły­szał głos Boga i teraz jest tylko wolon­ta­riu­szem w Afryce. Histo­ria tej dziew­czynki także go poru­szyła. Zro­bi­li­śmy inter­ne­tową zbiórkę pie­nię­dzy na jej lecze­nie. Zebra­li­śmy 3,5 tys. euro. W paź­dzier­niku zope­ro­wa­li­śmy ją. Nie dało się wszyst­kiego zro­bić, ale usu­nę­li­śmy przy­kurcz ręki. Uwol­ni­li­śmy też prze­szcze­pami skóry przy­kur­cze na powie­kach i na dol­nej war­dze. Teraz to już została tylko reha­bi­li­ta­cja. Zosta­wi­li­śmy pie­nią­dze na jej dal­szy pobyt w szpi­talu.

Uzależniony od pomagania

Lekarz nie widzi w tym co robi niczego, czym można by się chwa­lić. Dla niego to lek­cja życia i satys­fak­cja z robie­nia cze­goś potrzeb­nego. Zapew­nia, że jesz­cze wróci na Africa Mercy. Zaprzy­jaź­nił się z pra­cu­ją­cymi tam ludźmi, z nie­któ­rymi utrzy­muje pry­watne kon­takty.
– To wspa­niali ludzie, któ­rych łączy wspólny cel – bez­in­te­re­sowne nie­sie­nia pomocy innym. A oka­zuje się, że ludzi, któ­rzy gotowi są nieść pomoc potrze­bu­ją­cym – nie tylko leka­rzy, jest naprawdę dużo. Wielu moich zna­jo­mych leka­rzy już pla­nuje takie wyjazdy po tym, jak opo­wie­dzia­łem o moich doświad­cze­niach.
Dr Mar­cin Bierć razem z kole­żanką Anną Zycho­wicz, zamiesz­czali foto­gra­ficzne rela­cje z pracy w Kame­ru­nie na face­bo­oku.
– Odzew mie­li­śmy nie­sa­mo­wity. Mnó­stwo osób prze­sy­łało nam wyrazy sym­pa­tii i popar­cia. Taki przy­kład ludzi mobi­li­zuje. Dla­tego pla­nuję zało­że­nie strony inter­ne­to­wej z pora­dami dla wolon­ta­riu­szy. Chcę tam pod­po­wia­dać, gdzie szu­kać kon­kret­nych infor­ma­cji o kon­kret­nych misjach czy szpi­ta­lach. Ale też dora­dzać na przy­kład, jak uzy­skać wizę, jak zała­twić szcze­pionki i jak zebrać środki.
Mar­cin Bierć pod­kreśl, że każda pomoc się liczy.
– U nas czę­sto na mszy zbiera się pie­nią­dze na pomoc dla Afryki. Może się wyda­wać, że to abs­trak­cja, ale te pie­nią­dze naprawdę tam tra­fiają. I poma­gają. Ktoś, kto da parę gro­szy na misjo­na­rzy, też ma w tym poma­ga­niu swój udział.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *